Powodem zmian są dyrektorzy
Zapadła decyzja o powstaniu w Augustowie dwóch zespołów szkolno-przedszkolnych. Był pan sceptykiem tej koncepcji, która ma się ziścić. Jaki efekt przyniesie to oświacie?
-Podstawowym pytaniem jest, dlaczego w ogóle mają powstać takie zespoły? W uzasadnieniu władz miasta pojawia się sporo sloganów, natomiast nie dopatrzyłem się żadnego powodu, który ma przełożenie na dobro ucznia bądź korzyści płynące w kierunku nauczyciela. Łączenie dużej Szkoły Podstawowej nr 3 z dużym Przedszkolem nr 6 nie wpłynie na bezpieczeństwo wychowanków, ani nie zbuduje jakichkolwiek więzi. Jest rzeczą normalną, że trzylatkom i czternastolatkom trudno będzie się ze sobą zintegrować. Ale niezrozumiałe jest również połączenie oddalonych od siebie o 3 km Szkoły Podstawowej nr 6 i Przedszkola nr 3. Nie przyniesie to żadnych korzyści dla podopiecznych. Podobny brak pozytywnych skutków widoczny jest po stronie grona pedagogicznego. Szkoły i przedszkola realizują inną podstawę programową, nauczyciele pracują w innym systemie, który wynika z karty i przepisów ustawy. To są całkowicie odmienne realia, dlatego w systemie oświaty szkoły i przedszkola to samodzielne instytucje. Nowy dyrektor zespołu będzie miał niezwykle trudne zadanie. W Szkole Podstawowej nr 3 jest blisko 1000 uczniów, 100 nauczycieli i 30 innych pracowników, a teraz ma dojść jeszcze nowa rada pedagogiczna z Przedszkola nr 6. Podobnie pesymistycznie wygląda to w kontekście drugiego zespołu. Przedszkole z ulicy Tytoniowej ma oddziały integracyjne i jest to placówka bardzo specyficzna. Dyrektorzy tych zespołów będą mieli bardzo poważny problem z zarządzaniem placówkami, co z pewnością nie wpłynie na ich jakość. Uważam, że decyzja o powołaniu zespołów została podjęta tylko po to, żeby pozbyć się dyrektorów, którzy w sposób wzorowy wywiązali się ze swoich obowiązków a część z nich ma trwały dorobek potwierdzony nagrodami burmistrzów, Ministra Edukacji Narodowej, czy odznaczeniami resortowymi lub państwowymi. Prowadzone działania wyraźnie na to wskazują.
Pomysłodawcy projektu przekonują, że zmiany przyniosą oszczędności. Czy zgadza się pan z tą teorią?
-W latach kierowania przeze mnie wydziałem edukacji i sportu Przedszkola nr 3 i nr 6 oraz Szkoła Podstawowa nr 3 należały do najtańszych placówek miasta. Jeżeli ta sytuacja nie uległa zmianom, to należy spytać, dlaczego łączone są tańsze, a nie droższe placówki? Jestem zdziwiony, że radni głównie opozycji nie złożyli wniosku o policzenie kosztów utrzymania dziecka w placówkach w bieżącym roku szkolnym. Logika nakazywałaby, aby szukać oszczędności w droższych jednostkach. Pamiętam, że najdroższe w utrzymaniu było Przedszkole nr 1, które nie łączy się jednak np. ze Szkołą Podstawową nr 4. Władze miasta mogły podjąć taką decyzję. Fakt, że łączone są nie droższe, ale tańsze placówki jest kuriozalny w świetle słów o generowaniu oszczędności. Zgodzę się, że będzie można zaoszczędzić kilkaset złotych na pensji dyrektorów przedszkoli, bo zgodnie z zapowiedzią włodarzy po wprowadzonych zmianach staną się wicedyrektorami i nikt nie straci pracy. Mówimy tu jednak o drobnych kwotach i nieuzasadniających tego, że przy tylu negatywnych skutkach dokonuje się tej rewolucji. W budżecie miejskim na oświatę przeznacza się 46 mln zł. Jeżeli miasto wygeneruje oszczędność nawet 100 tys. zł, to będzie to kwota symboliczna. Pieniądze w augustowskiej oświacie można na pewno zaoszczędzić, ale gdzie indziej. Należy tylko wiedzieć, gdzie i w jaki sposób poszukiwać takich możliwości.
Dlaczego według pana do łączenia w zespoły wskazano jedynie wybrane placówki oraz akurat te?
-Moim zdaniem odpowiedź jest prosta. Wystarczy sięgnąć do zdjęcia z jesieni 2018 roku, gdy obóz obecnie rządzący miastem zarzucał, że wprowadzam strach w oświacie. Na fotografii z konferencji prasowej dyrektorek, które nie bały się stanąć wówczas w mojej obronie, zawarte są odpowiedzi na wszystkie pytania. Nie jest dla mnie dziełem przypadku, że łączone są teraz wyłącznie placówki, którymi kierują dyrektorzy broniący mnie przed kłamliwymi zarzutami. Myślę, że prawda sama się obroni, tak jak obroniła się w moim przypadku. Myślę, że ci, którzy wprowadzają ferment do augustowskiej edukacji będą tego żałować. Przypomnę, że aż trzy z czterech rad pedagogicznych negatywnie zaopiniowały akt założycielski zespołów. To bardzo duża grupa ludzi. Pan burmistrz szedł do wyborów z hasłem: „Augustów to jego mieszkańcy”. Jak teraz rządzący usprawiedliwią fakt pominięcia przy podejmowaniu tej decyzji samych nauczycieli, którzy wiedzą co kryje się pod hasłem dobro dziecka i znają realia pracy w szkole czy przedszkolu. Dobrze pamiętam program wyborczy Naszego Miasta i jego zapowiedzi dotyczące oświaty. Z bieżącej perspektywy zawarte tam postulaty prezentują obraz wielkiej hipokryzji ich autorów.
Zastępca burmistrza podczas dyskusji nad projektem mówił, że wokół sprawy pojawiło się dużo fake newsów ze strony przeciwników zespołów. Chodziło m.in. o teorię, że po zmianach szkoły utracą imiona i patronów. Jeden z radnych Naszego Miasta stwierdził, że Sybiracy zostali wprowadzeni w błąd przez „zwyrodnialca”.
-Jest to retoryka zaczerpnięta żywcem z poprzedniej epoki. Mam już swoje lata i doskonale pamiętam, że w minionym ustroju przeciwników politycznych czy osoby mające inne zdanie w danej kwestii, ówczesne władze nazywały warchołami, byli usuwani z pracy. Teraz obraźliwe określenie zostało zastąpione równie niekulturalnym słowem zwyrodnialec. Tymczasem ta sprawa nie jest wcale tak oczywista. Faktycznie szkoły zachowają imiona, choć będą funkcjonowały pod szyldem Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 1 i nr 2. Dokładnie taki napis będzie widniał na ich logo i na pieczątkach, a zachowani patroni zostaną przykryci nazwą zespołu. Zespoły nie mogą posiadać imion. Po 10 latach nikt już nie będzie pamiętał o tym, że była to Szkoła Podstawowa nr 3 im. 1 Pułku Ułanów Krechowieckich czy Szkoła Podstawowa nr 6 im. Armii Krajowej. Placówki będą nazywane zespołem. Dobrym przykładem jest chociażby funkcjonujące w mieście ACE i pracujące pod tą nazwą szkoły. Dlatego rozumiem niepokój Sybiraków, którzy w dobrej wierze oraz z troską wypowiadali się o konieczności zachowania patronów. Natomiast używanie w debacie publicznej takich słów jak zwyrodnialec jest moim zdaniem niedopuszczalne.
W głosowaniu na sesji rady miejskiej, kiedy decydowano o powstaniu zespołów nie brali udział radni Koalicji Obywatelskiej. Czy ich decyzja o bojkocie była błędem?
-Oczywiście, że tak. Gdyby radni Koalicji Obywatelskiej byli obecni na sali obrad głosowanie mogło wyglądać inaczej. Zapewne powstałby zespół złożony ze Szkoły Podstawowej nr 6 i z Przedszkola nr 3. Natomiast koncepcja łączenia Szkoły Podstawowej nr 3 i Przedszkola nr 6 prawdopodobnie by upadła, bo radni koalicji rządzącej należący do Solidarności zagłosowali przeciwko temu rozwiązaniu. Decyzja radnych KO była błędna i niestety fatalna w skutkach.
Jak ocenia pan postawę radnych ze związku zawodowego Solidarność, którzy głosowali za powstaniem zespołu złożonego ze Szkoły Podstawowej nr 6 oraz z Przedszkola nr 3?
-Moja ocena ich postawy jest bardzo krytyczna. Związek zawodowy jest od tego, aby bronić spraw pracowniczych a zwłaszcza związkowców. Tutaj mieliśmy do czynienia z bierną postawą i sprzyjającą raczej tym, którzy dążyli do wprowadzenia zmian. Czytając „Przegląd Powiatowy” dowiedziałem się, że pani dyrektor z Przedszkola nr 3 złożyła rezygnację z członkostwa w Solidarności. Pozostałe panie dyrektorki, których ta sytuacja dotknęła również są członkiniami tego związku. Niestety nie widziałem po stronie przewodniczącego związku, pana radnego Mirosława Chudeckiego szczególnej reakcji, aby stanąć w ich obronie. Zresztą tę bierność widać było także wcześniej. Zaczęło się od obniżenia wynagrodzeń dyrektorom, do czego przyczyniły się związki. Było to niemal historycznym, bezprecedensowym wydarzeniem w dziejach samorządności. Wiem, że związkowcy będą się tłumaczyć, iż zgodzili się jedynie na zwiększenie widełek tyle, że nie w górę lecz w dół. Ten fakt spowodował, że znacznej części dyrektorów w tym członkom związku obniżono pensje, a później pojawiła się kwestia zespołów. Nie dziwię się decyzji pani dyrektor, o rezygnacji z zasiadania w gronie związkowców.
Był pan wieloletnim dyrektorem Szkoły Podstawowej nr 3. Kierował pan tą placówką w czasie, gdy powstały oddziały gimnazjalne i utworzono Zespół Szkół Samorządowych.
-Owszem, ale powstanie tamtego zespołu było w pełni uzasadnione. Po pierwsze wynikało to z ogólnopolskiej reformy oświaty, do której musieliśmy się dostosować. Po drugie, zmiany na organie prowadzącym wymuszał ówczesny wyż demograficzny, w jednym ciągu klas w Gimnazjum nr 1 i nr 2 było po 10-11 oddziałów. Szkoły były przepełnione i w związku z tym powstały dwa dodatkowe zespoły, aby poprawić bezpieczeństwo i komfort nauczania. Jeden zespół złożony ze szkoły podstawowej i gimnazjum pojawił się w trójce. Drugi działał przy 1 LO, gdzie też powstało gimnazjum. Dyrektorzy i nauczyciele byli zgodni, że będzie to dobrym pomysłem, chociaż w późniejszym okresie kiedy zaczęła spadać liczba dzieci również pojawiły się problemy. Dziś nie widzę żadnego konkretnego powodu do powstania zespołów.
Pełnił pan funkcję dyrektora Szkoły Podstawowej nr 3 w okresie, kiedy burmistrzem Augustowa był Leszek Cieślik, pana polityczny oponent. Potrafiliście ze sobą pracować?
-Panowały wówczas zupełnie inne relacje między włodarzami, a dyrektorami. Przez 20 lat nie obniżono mi dodatku funkcyjnego, ani motywacyjnego. Nie zdarzyło się, aby ktoś próbował obniżyć mi dodatek motywacyjny do zera. Kilkukrotnie podlegałem też ocenie, abym mógł kierować szkołą. Zawsze otrzymywałem najwyższą ocenę. Pracowałem rzetelnie i uczciwie, a ówczesny burmistrz Leszek Cieślik potrafił to docenić. Różniło nas wiele, ale potrafiliśmy dla dobra oświaty znajdować nić porozumienia. Bardzo miło wspominam te lata. Podobnie było w okresie sprawowania urzędu przez burmistrza Kożuchowskiego. Żaden z burmistrzów nie był wobec mnie niesprawiedliwy. Nasza współpraca była owocna pomimo rozmaitych różnic na temat zarządzania oświatą.
Dziękuję za rozmowę.
Napisz komentarz
Komentarze