Igrzyska Olimpijskie w brazylijskim Rio de Janeiro dobiegły końca. Oprócz chwil radości i triumfu, obfitowały w rozczarowania, złudne nadzieje i stracone szanse biało - czerwonych. 11 medali przywiezionych przez reprezentację blisko 40 milionowego kraju, który na turniej wysłał ekipę liczącą prawie 250 sportowców, to wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań. Na szczęście były też momenty dużej euforii. Jednym z nich okazał się występ polskich piłkarzy ręcznych, którzy otarli się o medal. Choć początek Igrzysk wcale tego nie zapowiadał. Były to jednak tylko złe miłego początki.
31.08.2016 12:44
(aktualizacja 18.07.2023 04:32)
Polscy szczypiorniści przylecieli do Rio w roli jednego z kandydatów do olimpijskiego medalu. Celowo użyłem słowa „kandydat”, bo rola „faworyta” była raczej zarezerwowana dla kogoś z wielkiej trójki: Francja, Dania i Chorwacja. Polska należała do grona tych, którzy w przypadku każdego wielkiego turnieju, mogą namieszać i pokrzyżować szyki faworytom. Tym bardziej, że rok wcześniej Polacy wywalczyli brązowy medal Mistrzostw Świata w Katarze. Jednak nastroje były stonowane, bo zaledwie kilka miesięcy temu, biało - czerwoni rozczarowali podczas Mistrzostw Europy rozgrywanych w Polsce (7 miejsce zgodnie uznano za naszą porażkę). Choć paradoksalnie, Igrzyska Olimpijskie mogły okazać się łatwiejsze w perspektywie walki o podium, aniżeli styczniowy turniej o Puchar Starego Kontynentu. Piłka ręczna jest dyscypliną, w której od lat prym wiodą europejskie reprezentacje (nie licząc Kataru, który sukcesy ostatnich lat odnosił tylko i wyłącznie dlatego, że podkupił za duże pieniądze zawodników z innych państw, najwięcej z Bałkanów - choć propozycję reprezentowania Azjatów z której nie skorzystał, otrzymał również były reprezentant Polski, Marcin Lijewski). Tym większą „niespodzianką” była porażka polskich piłkarzy w inauguracyjnym meczu z Brazylią 32:34. Gospodarzom pomagają ściany, ale „Canarinhos” nigdy nie należeli do światowej czołówki tej dyscypliny sportu. Porażka dwiema bramkami wstydu nie przynosi, ale styl był dramatycznie słaby. Nasuwało się pytanie: czy to Brazylia była tego dnia aż tak mocna, czy raczej Polska niespodziewanie słaba? Strata blisko czterdziestu bramek z ekipą, od której na papierze byliśmy znacznie silniejsi, znacząco naruszyła nasz optymizm wobec marzeń o medalu. Kolejne spotkania fazy grupowej nie rozwiały obaw i niepokoju. Porażki z Niemcami i Słowenią, wymęczone zwycięstwo ze Szwecją i zdecydowany triumf nad teoretycznie najsłabszym Egiptem spowodowały, że o awans do ćwierćfinału Igrzysk drżeliśmy do ostatniej chwili. Fakt zajęcia czwartego miejsca w grupie B oznaczał, że w kolejnej fazie turnieju los skojarzył nas ze zwycięzcą grupy A, będącej zarazem „grupą śmierci” (z Katarem, Danią, Francją i Chorwacją). Przed ćwierćfinałowym spotkaniem z Chorwacją, atmosfera wokół drużyny była fatalna. Polska pogrążona w kryzysie, a naprzeciw niej będąca „w gazie” wielka Chorwacja, z którą na Mistrzostwach Europy w styczniu przegraliśmy aż 23:37. Argumentów do zwycięstwa nie było, liczyliśmy na cud. Tymczasem zaskakujący wynik 30:27 dla Polski sprawił, że sensacja stała się faktem. Dzięki fantastycznej postawie w bramce Piotra Wyszomirskiego i kapitalnej dyspozycji chorążego polskiej ekipy na Igrzyska w Rio, Karola Bieleckiego (który rzucił w tym meczu 12 bramek!), Polska znalazła się w najlepszej czwórce Igrzysk Olimpijskich. Ten mecz był dla naszych szczypiornistów nowym otwarciem, czymś analogicznym do historycznego zwycięstwa polskich piłkarzy nożnych z Niemcami w eliminacjach Euro 2016. Spotkania rozbitej drużyny, której sukcesu nikt się nie spodziewał, a której ku zaskoczeniu wielu udaje się wygrać, nadają ekipie nową tożsamość. Sprawiają, że o niedawnych problemach szybko się zapomina, a w zespole pozostaje syndrom wygranych. Są to zwycięstwa z gatunku tych, które budują drużynę. Potęgują tzw. team spirit. Tak było i tym razem. Swoistym „wunderwaffe” okazał się powrót do gry kontuzjowanego od wielu tygodni Mariusza Jurkiewicza. Rozgrywający jest mózgiem zespołu, to przez niego przechodzi większość ofensywnych akcji biało - czerwonych. Jego brak był szczególnie widoczny podczas niedawnych Mistrzostw Europy, a także na początku Igrzysk. Powrót do zdrowia Jurkiewicza, był tożsamy z powrotem gry reprezentacji na właściwe tory. Polacy chcieli pójść za ciosem. W półfinale trafili na Danię, która w piłce ręcznej od lat pełni rolę jednego z hegemonów. Faworytem bukmacherów byli Skandynawowie, ale Polacy po wyeliminowaniu wielkiej Chorwacji, nabrali wiatru w żagle. Dramatyczny półfinał i porażka po dogrywce 28:29 była dla nas sporym rozczarowaniem, ale gra Polaków z wymagającym rywalem mogła się podobać. Ostatniego dnia Igrzysk w spotkaniu o trzecie miejsce Polska zagrała z aktualnym Mistrzem Europy. Niestety, Niemcy okazali się skuteczniejsi. Porażka 25:31, to przede wszystkim efekt skutecznej obrony rywali, którzy potrafili niemal całkowicie wyłączyć z gry króla strzelców Turnieju Olimpijskiego, Karola Bieleckiego (zdobywcy 55 bramek w Rio). Kontuzja jednej z największych gwiazd polskiej kadry Michała Jureckiego, także miała duży wpływ na losy walki o brązowy medal. Jak słusznie zauważył po spotkaniu sam zawodnik: „Polacy zdobyli tylko i aż czwarte miejsce na Igrzyskach”. Osiągnięcie polskich piłkarzy ręcznych na Igrzyskach w Rio, nie jest jedynie „jednorazowym wyskokiem”. Jest to przede wszystkim sukces pewnej generacji, której triumfy rozpoczęły się w 2007 roku. To wtedy reprezentacja Polski prowadzona przez trenera Bogdana Wentę, sięgnęła po wicemistrzostwo świata. Doskonale pamiętam ten turniej i z pełnym przekonaniem napiszę, że Polska była najlepszą drużyną Mundialu w Niemczech. Choć przegrała w finale z faworyzowanym gospodarzem. W tamtym turnieju uczestniczyli grający w Rio: Sławomir Szmal, Karol Bielecki, Krzysztof Lijewski, Mateusz Jachlewski oraz bracia Bartosz i Michał Jureccy (dla niektórych z nich mogą to być ostatnie Igrzyska w karierze). W kolejnych latach Polacy jeszcze dwukrotnie sięgali po medale Mistrzostw Świata (brązowy medal w 2009 drużyny Bogdana Wenty i 2015 roku kadry prowadzonej przez Niemca Michaela Bieglera). Przez zespół przewinęło się wielu zawodników światowej klasy (m.in. Grzegorz Tkaczyk, Artur Siódmiak, Marcin Lijewski, Mariusz Jurasik, Bartłomiej Jaszka), bez których nie byłoby kolejnych sukcesów, a którzy doczekali się godnych następców. Perspektywy na dalszy rozwój piłki ręcznej w Polsce są wspaniałe, to zapowiada rozkwit kolejnych talentów. Najważniejszym bodźcem do tego, jest niezwykle mocna liga. Jeszcze dziesięć lat temu Polacy masowo wyjeżdżali na zachód w poszukiwaniu silnych klubów. Dziś ten trend jest odwrotny. To do polskiej ligi przyjeżdżają grać najlepsi szczypiorniści świata, a Mistrz Polski (Vive Tauron Kielce, prowadzony przez selekcjonera reprezentacji Polski Tałanta Dujszebajewa) sięgnął w tym roku po zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Dzięki temu w reprezentacji Polski stale pojawiają się nowe twarze, które szybko stają się kluczowymi graczami zespołu (na przestrzeni lat stali się nimi m.in. Kamil Syprzak, Michał Szyba, Michał Daszek czy Piotr Wyszomirski). Czwarte miejsce Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro, to największy sukces Polski w sportach zespołowych od 1992 roku, gdy brązowy medal z Igrzysk w Barcelonie przywieźli piłkarze nożni. Niedosyt z pewnością jest, tym bardziej, że nie udało się przełamać tzw. klątwy chorążych, gdy sportowiec niosący polską flagę na Ceremonii Otwarcia Igrzysk Olimpijskich, nie przywozi z nich medalu. Ale są też i pozytywy - jak choćby znakomita gra polskiego bramkarza Piotra Wyszomirskiego, który udowodnił, że będzie mógł godnie zastąpić legendę polskiej kadry Sławomira Szmala, po zbliżającym się odejściu przez niego na sportową emeryturę.